Dobre wróżby, czyli o ciasteczkach z lukrem.

Zrobiłam kiedyś eksperyment: usunęłam cennik ze strony, i proponowałam każdemu klientowi, że ja rozłożę dla niego karty, odeślę odpowiedź z dołączonym numerem konta, i wówczas on będzie mógł dokonać wpłaty w ramach podziękowania za wróżbę, w dowolnej wysokości. A wpłata oczywiście będzie dobrowolna.

I jaki był tego efekt?

Sądziłam, że ilość wpłat będzie dość przypadkowa. A tymczasem okazało się, że jeżeli ktoś otrzymał pomyślną wróżbę, płacił praktycznie zawsze. Kwoty były różne. Natomiast jeżeli tak akurat wyszło, że wróżba nie była pomyślna lub nie do końca zgodna z pragnieniami, oczekiwaniami klienta - ilość wpłat mogę policzyć na palcach jednej ręki…

Czy naprawdę o to ma w tym chodzić? Mam być różową Ciasteczkową Wróżką, która każdemu wysyła słodkie lukrowane ciasteczko? Cudowną, różową wizję przyszłości, no bo oczywistym jest, że każdy taką chce otrzymać. Jeżeli każdej samotnej kobiecie wywróżę księcia na białym rumaku (czyt. milionera w Porsche), to ta, zachwycona, od razu poleci mnie koleżankom… Takich wróżek jest wiele. Za wiele, niestety.

Czasem jest tak, że Los pisze dobry scenariusz. Z radością  przekazuję dobre wieści. Czasem niestety nie mogę, bo w kartach widzę coś innego. Ale nie ma czegoś takiego jak zła wróżba, tak naprawdę. Bo jeżeli wróżba pokaże jakieś zagrożenia, jakiś niepomyślny obrót spraw, to właśnie dzięki tej WIEDZY możemy temu zapobiec, albo chociaż przygotować się jak najlepiej. Tarot to narzędzie, które właśnie dzięki temu, że odkrywa tajemnice przyszłości, daje nam możliwość wpływania na nasze dalsze losy. Daje nam szansę na odpowiednio wczesne zadziałanie. I o to właśnie chodzi.

Ja zawsze piszę prawdę. Piszę dokładnie to, co pokazały karty. Bo tylko to daje szansę na to, żeby dana osoba zorientowała się, co tak naprawdę może się zdarzyć. I aby mogła podjąć świadome i odpowiedzialne decyzje.

Chcesz słodkie ciasteczko z lukrem? To nie u mnie. Zresztą, od nadmiaru lukru zbiera się na mdłości…

Wędrując od wróżki do wróżbity…

Bardzo często ktoś zadaje mi pytanie: “Czy można wróżyć sobie u kilku wróżek na to samo pytanie?” lub “Czy mogę sprawdzić u innej wróżki przepowiednię tej pierwszej?”

Owszem, możesz. Ale jeżeli otrzymasz sprzeczne odpowiedzi - a prawdopodobieństwo, że będą sprzeczne lub bardzo nieścisłe, jest duże - z mętlikiem w głowie będziesz musiał poradzić sobie sam. Na własną odpowiedzialność.

Jak dokładnie to wszystko działa?

Bywa, że niektórzy wędrują od jednej wróżki do drugiej, zadając wciąż to samo pytanie.  Odpowiedzi, które otrzymują od wróżki, nie pochodzą bezpośrednio od niej. Wróżka lub tarocista jest tylko pośrednikiem pomiędzy kartami a Wyższym Ja. Można to porównać do radia - odbiera fale o określonej częstotliwości, i przekłada je na zrozumiały dla nas dźwięk (muzykę, piosenkę, audycję radiową). Na bardzo podobnej zasadzie działa praca tarocisty. Odpowiednia wrażliwość, intuicja, pozwala czerpać z nieskończonej mądrości zgromadzonej w naszej nadświadomości.

Zatem, źródło informacji jest wciąż to samo. Tylko odbiornik (wróżka, tarocista) inny. Pytanie, które nasuwa się od razu, brzmi: “Lubisz, jak ktoś pyta Cię w kółko o to samo, jak już raz odpowiedziałeś?” Księga Przemian I Cing takim właśnie pytającym wciąż o to samo bardzo często pokazuje następujące orzeczenie:

“Młodzieńcza Głupota ma powodzenie.

To nie ja szukam młodego głupca;

Młody głupiec szuka mnie.

Odpowiedź dam przy pierwszej wróżbie.

Jeżeli zapyta dwa, trzy razy, będzie to natręctwem;

A jeżeli się naprzykrza, odpowiedzi nie udzielę.

Sprzyjająca jest wytrwałość.”

Nie jest tajemnicą, że nikt nie lubi jak się go męczy pytając wciąż o to samo, jak eksperymentuje się zadając pytania, jak zastawia się pułapki na rozkładającego karty (”ciekawe, czy się zorientuje, jak go celowo okłamię, albo przemilczę najważniejszą kwestię”).

Odpowiedzi na ten problem są dwie: SZACUNEK oraz GOTOWOŚĆ.

Dlaczego szacunek?

Jeżeli dana osoba wędruje od wróżki do wróżki, znaczy to, że nie do końca ufa wróżbie. Nie do końca wierzy “w całe to przepowiadanie przyszłości”. Może “testować” wróżkę, wymagać rzeczy niemożliwych. Pamiętajmy - wróżka lub tarocista jest tylko człowiekiem, który rozkłada karty, a nie Bogiem. Takie postępowanie oznacza brak szacunku dla Tarota, dla osoby wróżącej. A za brak szacunku otrzymuje się brak szacunku. Czyli mętne, sprzeczne odpowiedzi, chaos. Tak naprawdę na własne życzenie.

A czemu gotowość?

Przychodzimy po poradę Tarota bardzo często w trudnych momentach naszego życia. Gdy trzeba podjąć kluczową decyzję, zdecydować się na jakiś ważny krok. Gdy coś się nie układa, gdy tracimy coś ważnego dla nas. W trakcie pierwszej wróżby słyszymy taką wersję wydarzeń, jaka nie do końca nam pasuje. Przeraża może nawet. Więc szukamy kogoś jeszcze, aby się upewnić. To zupełnie zrozumiałe - trudno wymagać od danej osoby, aby kluczową dla siebie decyzję uzależniła od porady jednego wróżbity. Zatem szukamy dalej, wciąż słyszymy to, co nam nie odpowiada. Aż za którymś razem (czwartym? siódmym?) słyszymy w końcu to, co chcieliśmy usłyszeć: tak, będzie tak jak chcesz. Oddychamy z ulgą…

Ale czy to oznacza, że ta ostatnia wróżba była prawdziwa?

Niekoniecznie. Bardzo często jest tak, że Przeznaczenie pisze dla nas jakiś określony scenariusz. Że musimy przerobić jakąś kolejną życiową lekcję. Na przykład, jedną z tych lekcji jest związek z jakimś człowiekiem. Związek, w który jesteśmy bardzo emocjonalnie zaangażowani, ale niestety nie układa się tak jak powinno, przyszłość stoi pod znakiem zapytania. Na dany moment naszego życia ten związek jest tą lekcją, która powinna się już zakończyć, a my powinniśmy wyciągnąć z niej odpowiednie wnioski, i bogatsi o tą wiedzę iść przez życie dalej. Ale jeżeli nie potrafimy tego zaakceptować - przyjąć do wiadomości nieodpowiadającą nam wróżbę - to znaczy, że nie jesteśmy gotowi na ten krok. Dlatego w u kolejnej wróżki usłyszymy w końcu “tak, będziecie razem”, aby wrócić do tego związku, i dalej przerabiać tą życiową lekcję, popełniając błędy i ucząc się dalej. Aż przyjdzie taki moment, że na zakończenie tego etapu będziemy gotowi.

Czasem jest też tak, że treść danej wróżby dyktuje Przeznaczenie. Słyszymy nie to, co jest prawdziwą wersją zdarzeń, ale to, co powinniśmy na dany moment usłyszeć. Dajmy na to, do tarocisty przychodzi osoba, której małżeństwo się rozpada, i nie wie co robić. Jeżeli usłyszy “pisane jest wam być razem”, nie zrobi nic, nie zmieni swojego postępowania, nie przepracuje kluczowych problemów, bo przecież usłyszała, że pisane jest być razem. Czy wówczas związek na pewno się nie rozpadnie? Szczerze wątpię. A jeżeli usłyszy “niekoniecznie, to bardzo trudna sytuacja, koniec jest prawdopodobny” to zrobi wszystko, aby ratować ten związek. I uratuje, aby dalej iść przez życie z przeznaczoną sobie osobą. Bo życie to sztuka wyborów, sztuka podejmowania świadomych decyzji i świadomego działania. Nawet najpiękniejszy kwiat, niepielęgnowany i zapomniany zginie. Tak jest z każdym związkiem również, nawet z takim, w którym dwie osoby pasują do siebie idealnie. Nawet taki zabić może proza życia i problemy, dlatego zawsze trzeba trzymać rękę na pulsie i pracować nad związkiem. W takiej sytuacji “nieprawdziwa” wróżba jest tak naprawdę ratunkiem.

A o to w tym przecież chodzi: aby pomóc. Aby ostateczny efekt był jak najlepszy dla danej osoby. Niezbadane są wyroki Losu…

Pozdrawiam serdecznie,

Anna Arcano